Przestań porównywać się do innych!

Przestań porównywać się do innych!

SPIS TREŚCI

Dzisiaj może trochę kontrowersyjnie, ale widzę taką potrzebę. Widzę naprawdę mnóstwo osób (szczególnie młodych) totalnie pogubionych w temacie żywienia, jak i postrzegania swojej sylwetki czemu nierzadko towarzyszą zaburzenia odżywiania.

Moim zdaniem duży udział mają tutaj media społecznościowe. Widzimy piękne sylwetki, marzymy o osiągnięciu jednej z nich niestety nie mając świadomości co za tym stoi. Działamy, stosując coraz bardziej restrykcyjne metody (bo takie stosuje nasz autorytet), które kończą się fiaskiem. Gdyby tylko tyle, kolejne porażki obniżają naszą samoocenę, psują relacje z jedzeniem co nierzadko kończy się rozwinięciem zaburzeń odżywiania.

Dlaczego nie warto porównywać się do ulubionego naturalnego kulturysty, zawodniczki bikini fitness czy … (wstaw kogo tylko chcesz). Dzisiaj będzie mniej EBM, ale myślę że również wyciągniesz z tego coś ciekawego. Pozwól, że opowiem Ci nieco o moich obserwacjach świata fitness odnosząc je między innymi do mojego przypadku.

SYLWETKA TO NIE WSZYSTKO

Wiele osób myśli, że jak osiągnie wymarzoną sylwetkę to jej życie zmieni się nie do poznania. O ile pozbycie się nadwagi czy otyłości faktycznie korzystnie wpłynie na Twoje zdrowie i samopoczucie, tak dojście do skrajnie niskiego poziomu tkanki tłuszczowej kończy się problemami zdrowotnymi (zaburzenia cyklu miesiączkowego u kobiet, hipogonadyzm u mężczyzn niestosujących dopingu), tragicznym samopoczuciem (a wręcz brakiem chęci do życia) i zaburzeniami odżywiania (ciągłe myślenie o jedzeniu, restrykcje żywieniowe, napady kompulsywnego objadania).

Sam zrozumiałem to dopiero po wielu latach stosowania skrajności u siebie, które doprowadziły mnie do problemów zdrowotnych o których pod koniec tego wpisu. Od kiedy przestałem skupiać się na sylwetce, a zainwestowałem w czerpanie radości z treningu, rozwijaniu swojej pasji oraz dbaniu o życie towarzyskie moje życie naprawdę się zmieniło. Co lepsze, sylwetka w tym okresie uległa znacznej poprawie.

FORMA NIE DO UTRZYMANIA

To nie osiągnięcie danej sylwetki jest największym wyzwaniem, tylko jej utrzymanie. Jedynie 20% osób z nadwagą, które straciły >10% masy ciała utrzymuje efekt długoterminowo. Resztę spotka w jakimś stopniu efekt jojo, który najczęściej wynika z braku zbudowania odpowiednich nawyków żywieniowych i nierozsądnego podejścia do całego procesu. Pamiętaj, że mówimy tu o rekreacyjnym odchudzaniu a nie „docince na Sopot”.

W przypadku robienia „życiówki” utrzymanie formy jest znacznie trudniejsze. Nasz organizm nie jest głupi, nie chce dać się zagłodzić. Niski poziom tkanki tłuszczowej jest dla niego sygnałem, że pora ograniczyć nieco aktywność i zacząć więcej jeść. Pokonanie tych barier dla większości jest niemożliwe. Dlatego tak często zobaczysz na Instagramie wrzucanie przez cały rok zdjęć życiowej formy, a bardziej wspomnień po niej…

Teoria set i settling pointu, czyli naszego docelowego poziomu tkanki tłuszczowej uzupełnionego o warunki środowiskowe m.in. aktywność fizyczną wydaję się całkiem prawdopodobna. Tym bardziej, jeśli masa ciała danej osoby i aktywność jest prawidłowa.

W moim przypadku przedstawione wyżej mechanizmy również się sprawdzają – ciężko mi utrzymać efekty redukcji, po prostu nie chce mi się trzymać diety i wracam do docelowej masy ciała. Utwierdzam się też w przekonaniu, że kiedy przybieram delikatnie na tkance tłuszczowej to po pewnym czasie (intuicyjnie, bez ograniczeń) zmniejszam pobór energii /i zwiększam poziom aktywności (przede wszystkim spontanicznej), aby wrócić do docelowej masy ciała. Podejrzewam, że nigdy by do tego nie doszło gdybym ciągle „liczył kalorie”.

NIE WIDZISZ DRUGIEJ STRONY MEDALU

Myślisz, że wiesz wszystko na temat danej osoby? Tak naprawdę wiesz bardzo mało, albo prawie nic. Widzisz tylko efekt finalny, nie widząc całej drogi danej osoby. Nie chodzi mi tu tylko o staż treningowy, ilość pracy wkładanej w przygotowania. Prawdopodobnie dana osoba nie podzieli się z Tobą wstydliwymi dla niej informacjami – posiadanymi zaburzeniami odżywiania, problemami zdrowotnymi czy tragicznym samopoczuciem. Nie mówię, że wszyscy tak robią ale prawdopodobnie zdecydowana większość. Nikt nie chce być oceniany, każdy chce wypaść dobrze czy nawet woli okłamywać samego siebie.

U mnie usilne dążenia sylwetkowe skończyły się problemami zdrowotnymi, izolacją społeczną oraz kiepskim samopoczuciem. Dobiły mnie po drodze skrajne modele żywieniowe (kulturystyczne podejście, 100% albo nic, dieta niskowęglowodanowa, a później ketogenna), które przejawiały się ortoreksją i napadami kompulsywnego objadania. Koniec końców ujawniły się moje problemy zdrowotne, o których trochę za chwilę.

PREDYSPOZYCJE

Wydaje Ci się, że ciężką pracą osiągniesz wszystko? No niestety, ta reguła nie dotyczy sportów sylwetkowych. O ile każda zdrowa osoba jest w stanie zrobić fajną formę, tak wypracowanie spektakularnej sylwetki nie jest pisane już wszystkim. Odpowiedni wzrost, budowa, wiek, poziom tkanki tłuszczowej, stężenie hormonów płciowych mogą znaczącą wpłynąć na to co końcowo osiągniemy.

Dla przykładu – szeroka talia, dysproporcje mięśniowe (spowodowane krótszą nogą) są nie do przeskoczenia w moim przypadku.

MANIPULACJE ZDJĘCIAMI

Perspektywa, światło czy znajomość photoshopa – to czynniki wpływające na efekt finalny. Przykładów szukać niedaleko, wystarczy że wejdziesz w lupkę na Instagramie i przeanalizujesz twórczość niektórych fitnessowych artystów. Dla porównania, wrzucam Ci moją amatorską transformację która zajęła mi całe 5 sekund!

ŚRODKI DOPINGUJĄCE

Doping w sportach sylwetkowych jest na porządku dziennym. Nie mam zamiaru odbierać pracy osobom stosującym doping, ale zwyczajnie środki dopingujące pozwalają Im osiągać lepsze wyniki. Zrozum, że przyznanie się do stosowania środków dopingujących mogłoby skutkować dyskwalifikacją w zawodach.

Brak świadomości to jeszcze nic, bardziej irytujące jest celowe przechwalania się swoją „naturalnością”. W dzisiejszych czasach mamy wysyp „naturalnych” kulturystów, co jest naprawdę przerażające. W ten sposób tworzą złudne poczucie, że da się wypracować imponującą sylwetkę bez środków dopingujących. Najczęściej kończy się to rozczarowaniem i osłabieniem pewności siebie. Osobiście nie wierzę w szczerość 95% wspomnianych „naturali”.

Powiem Wam coś co może Was jeszcze bardziej zszokować – sam przyjmuję środki dopingujące. Powodem nie jest jednak chęć wypracowania lepszej sylwetki, a zaburzona praca mojej przysadki mózgowej która przejawia się niskim stężeniem testosteronu. Zanim to zdiagnozowano przez dwa lata byłem cieniem własnego siebie, dopiero gdy jeden z lekarzy nie zbagatelizował moich objawów trafiłem na tygodniową diagnostykę do szpitala. Od tego czasu przyjmuję coś w stylu hormonalnej terapii zastępczej, dzięki czemu moje stężenie testosteronu oscyluje w górnej granicy normy.

Moja sylwetka nie jest raczej imponująca, nie mniej jednak wygląda znacznie lepiej niż przed leczeniem. Przed kuracją ważyłem około 75 kg, teraz jest to 10 kg więcej przy podobnym poziomie tkanki tłuszczowej. Sylwetka jest dla mnie czymś totalnie drugorzędnym, liczy się przede wszystkim zdrowie i samopoczucie.

Co więcej, znam co najmniej kilka osób stosujących środki dopingujące w znacznie większych dawkach a ich sylwetki nie są przesadnie imponujące. To poniekąd pokazuje, że żywienie, odpowiednio ukierunkowany trening ale też wspomniane predyspozycje są kluczowe w kształtowaniu sylwetki.

CIESZ SIĘ Z TEGO CO MASZ

Doceń to co osiągnęłaś(-eś) i nie wymagaj od siebie zbyt wiele. Każdy jest inny i będzie notował inne rezultaty. Uzupełnił to w cierpliwość, jeśli dążysz do konkretnej sylwetki. Rozwijanie otyłości nie trwa pół roku, więc bądź gotowa(-y) że zajmie to znacznie więcej czasu. Każda mała zmiana jest na plus – schudnięcie 0,5 kg zamiast oczekiwanych 2 kg jest nadal lepsze niż brak zmian czy przybranie dodatkowych kilogramów. To właśnie te małe zmiany budują piękne przemiany. Przede wszystkim zbuduj odpowiednie nawyki, dzięki którym utrzymasz rezultaty i zdrowie.

Ja dopiero po kilku latach podążania za rozwijaniem swojej sylwetki zrozumiałem, że wyglądam lepiej niż 95% populacji. Brzmi to tak jakbym się przechwalał, ale to naprawdę uświadomiło mi że sylwetka którą posiadam jest naprawdę zadowalająca. Oprócz tego znacznie więcej frajdy dał mi trening który skupiał się na budowaniu siły, wprowadzaniu nowych ćwiczeń i dyscyplin wymagających nieco więcej sprawności niż spompowanie bicka.

DISCLAIMER

Ten post nie ma być protestem przeciwko sportom sylwetkowym. Ma jedynie uświadomić osobom rekreacyjnie kształtującym sylwetkę, że ślepa pogoń za wymarzoną formą jest najczęściej zgubna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *